Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwona bluza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwona bluza. Pokaż wszystkie posty

Rozdział LIII

2 komentarze:

Znacie te uczucie, kiedy odklejacie się od rzeczywistości i macie wrażenie, że wszystko, co dzieje się dookoła, tak naprawdę się nie dzieje? Wszystkie emocje wydają się śmieszne, nierealne, a ciało staje się maszyną, działającą według zaprogramowanego schematu, na który nie macie wpływu. Ja poczułem to, stojąc przed Alexem, poczułem, że cała ta sytuacja była tak groteskowa, że aż ściskało mnie w środku z żenady. Wyraz twarzy chłopaka, to, że miałem na sobie jego czerwoną bluzę po tym jak wypełzłem z szafy i Michael stojący z głupim uśmiechem na twarzy, obserwujący nas. Wszystko to wydawało mi się zarazem przezabawne, jak i zaskakująco wstydliwe. W pierwszym odruchu ściągnąłem z siebie kangurkę Alexa, żałując w ogóle, że dałem się namówić jego bratu, bym ją na siebie włożył. I stałem tak, miętoląc ją w rękach, czując się niesamowicie żałośnie. Michael chyba to wyczuł, bo ulotnił się bez słowa z pokoju, zamykając za sobą drzwi, zostawiając mnie samego z chłopakiem.

Co miałem zrobić? Co miałem powiedzieć? Nie wiem, czekałem, aż Alex cokolwiek zrobi, cokolwiek powie. Nie wiedziałem, na co mogłem sobie pozwolić po tych kilku miesiącach rozłąki i braku kontaktu. Czy mogłem go przytulić? Czy mogłem go pocałować? Czy miałem prawo powiedzieć mu, że tęskniłem? Czekałem na jakikolwiek znak z jego strony, pozwolenie na cokolwiek. Bałem się, że gdybym zaczął działać instynktownie, to zostałbym przez niego odrzucony. Nie wiedziałem, jakim człowiekiem obecnie był chłopak, który siedział przede mną na łóżku i patrzył na mnie z zaskoczonym wyrazem twarzy. 

Co, jeśli nie chciał ze mną być? 

Co, jeśli nie chciał mnie więcej widzieć? 

Co, jeśli już... już mnie nie kochał? 

- Gabe... - Wydusił z siebie Alex, a mnie przeszły znów dreszcze, bo jego głos, w dodatku wymawiający moje imię, wzbudzał zbyt dużo wspomnień.

Postanowiłem usiąść koło niego, jak zwyczajny człowiek, kolega, kumpel. Niestety jego bliskość działała na mnie jeszcze mocniej niż jego głos i walczyłem mocno ze sobą, by nie spróbować go dotknąć. Twarz Alexa z zaskoczonej, przybrała zmieszaną minę.

- Co ty tutaj robisz? - Zapytał pretensjonalnym tonem, od którego ścisnęło mnie w żołądku.

Już chciałem mu odpowiedzieć, że przyjechałem żeby się z nim zobaczyć i spróbować zrobić cokolwiek, byśmy wrócili do siebie, ale on mi przerwał. Tym razem jego ton świadczył o złości, którą w sobie chował. Chłopak wstał gwałtownie, gestykulując mocno, ze zdenerwowaniem.

- Nie, inaczej! Dlaczego przyjechałeś dopiero teraz?!

Jego słowa zabolały mnie w serce, ale wiecie co? Nie było mi z tym źle. Wiedziałem, że postąpiłem źle, nie, nie źle, wręcz chujowo, kiedy przez te kilka miesięcy próbowałem o nim zapomnieć, wykorzystując do tego Louisa. Miał prawo do bycia wściekłym na mnie. Ja sam byłem na siebie wściekły, szkoda tylko, że zrozumiałem to tak późno. 

- Ja... - zacząłem, ale Alex znów mi przerwał.

- Boże, nie, nie chcę słuchać twoich tłumaczeń. Nie chcę! - Powiedział, z powrotem siadając na łóżku, tym razem dalej ode mnie.

Chłopak oparł łokcie na kolanach i zwiesił głowę między ramionami. Patrzenie na jego stan bolało mnie bardziej niż wyrzuty sumienia i jego gniewne słowa.

- Po prostu nie rozumiem, dlaczego zjawiasz się dopiero teraz, kiedy prawie pogodziłem się z tym, że już cię więcej nie zobaczę. Nie rozumiem... - Dodał, już spokojniejszym głosem, nadal na mnie nie patrząc.

W głowie miałem pustkę, czułem jedynie ból i smutek. Usłyszałem, że oddech chłopaka stał się głośniejszy, urywany, jakby starał się bezgłośnie płakać. Moja dłoń, kierowana własnym życiem, sięgnęła do jego ramienia, a gdy osiadła na nim, Alex przestał kryć się ze swoimi emocjami i zaczął głośno szlochać. To zabolało mnie tak mocno, że porzuciłem wszystkie wątpliwości i ograniczenia i po prostu przysunąłem się do niego. Objąłem go, a jego ciało wydało mi się tak kruche i małe w moich ramionach, kiedy chłopak oparł się o mnie bezwładnie. Wplotłem dłoń w jego włosy i przyciągnąłem go do siebie jeszcze bliżej, zanurzając nos w jego krótkich kosmykach. Pachniały inaczej, niż je zapamiętałem, nie znalazłem w nich już pomarańczy i cynamonu, lecz zapach nostalgii i smutku.

- Alex, ja... ja miałem w głowie chaos przez te wszystkie miesiące od dnia, kiedy zniknąłeś, nic mi nie mówiąc - powiedziałem powoli, ważąc każde słowo. - Próbowałem o tobie zapomnieć, bo nie potrafiłem sobie poradzić z bólem i smutkiem, który czułem. Byłem bezsilny i nikt nie był w stanie mi pomóc w tym, żeby ściągnąć cię z powrotem do szkoły. To nie tak, że nic nie robiłem, nie. Próbowałem, ale każda porażka sprawiała mi jeszcze więcej bólu...

- Ja... ja... to wiem - wyszlochał chłopak. - Ja to wiem, ale to wcale nie pomagało mi w tym, żeby niczego od ciebie nie oczekiwać i nie być złym, za to, że ci się nie udało...

No i proszę, kilka jego słów wypowiedzianych bezbronnym, skrzywdzonym głosem sprawiło, że teraz to z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Smakowały gorzko i okropnie.

- Co ja więcej mogłem zrobić? Nie wiem... - Wyszeptałem przez łzy. - Przerosło mnie to wszystko i jedyne, co potrafiłem, to spróbować o tobie zapomnieć, ale to też mi nie wyszło...

- Wiem... wiem i przepraszam, że jestem na ciebie taki zły. Ja też próbowałem zrobić cokolwiek, kłócić się z rodzicami, uciekać z domu, próbowałem... - Przerwał, by złapać oddech. - Ale... ale kiedy dowiedziałem się, że układasz sobie życie z Louisem, to zwątpiłem we wszystko, co między nami było. Kompletnie we wszystko i czułem się głupio z tym, że za tobą tęskniłem, kiedy ty już o mnie nie pamiętałeś...

Nie obchodziło mnie nawet, skąd wiedział, co działo się pomiędzy mną a Martinezem. To zwyczajnie nie miało znaczenia. 

- Louis był dla mnie wsparciem i... zbliżyliśmy się przez to trochę do siebie - przerwałem, bo chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie.

Jego oczy, nadal załzawione, wyrażały głęboki ból i szok, jakbym właśnie uderzył go w twarz. Wystraszyłem się, że Alex zaraz wstanie, wyjdzie trzaskając drzwiami i nigdy w życiu go już nie zobaczę, nawet nie mając możliwości wytłumaczenia mu czegokolwiek.

- Czy ty... i on... - Urwał, jakby nie mogąc dokończyć zdania, ale ja wiedziałem, o co mu chodziło.

- Nie - powiedziałem twardo, bo łzy nie płynęły mi już z oczu. - Nie potrafiłbym.

Zamiast zobaczyć na twarzy Alexa ulgę, z przerażeniem obserwowałem, jak chłopak znów załamuje się, a nowa fala łez pociekła mu po policzkach. Nie wytrzymałem, nie mogłem patrzeć na niego, bo czułem znowu tę cholerną bezsilność. Szybkim ruchem złapałem go dłonią za tył głowy i przyciągnąłem go do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku. Chłopak jednak nie oddał całusa, tylko patrzył na mnie ze smutkiem.

- Czy ty... czy kochasz Louisa? - Zapytał niepewnie, jakby bojąc się odpowiedzi. 

- Nie, nig... - Odpowiedziałem, ale tym razem to on przyciągnął mnie do siebie, przerywając mi w połowie zdania.

Jego usta były ciepłe i mokre, a pocałunek brutalny i zachłanny, jakby chęć do niego zbierała się w chłopaku od kilku miesięcy. Przez zapchane od płaczu nosy co chwilę musieliśmy się od siebie odrywać, by złapać powietrze, po chwili znów gwałtownie ścierając się ustami. Może nie było to dobre miejsce i czas, ale czułem tak dobrze znane pulsowanie w podbrzuszu, gdy penis rósł mi w bokserkach. Miałem tylko nadzieję, że Alex też był w takim stanie, lecz nadal nie czułem prawa do sprawdzenia tego dłonią. 

Powoli, napierając na mnie, chłopak przewrócił mnie na plecy, a nasze usta nadal złączone były we wspólnym tańcu języków. Boże, jak dobrze się czułem! Mimo jego złości, smutku i bólu, mimo własnego cierpienia i depresji, teraz byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Poczułem się tak, jak gdyby ostatnie miesiące mojego życia zostały z niego po prostu wymazane. Tak, jakbyśmy wrócili do internatu z Chatki Hagrida i zamknęli się we własnym pokoju bez żadnych rozłąk i niedoszłych pożegnań. Jedyne, czego się wstydziłem, to stan wnętrza moich bokserek, na który nie miałem po prostu wpływu. Bałem się, że gdyby chłopak zauważył, ze mam erekcję, zgorszyłby się mną, że byłem w stanie podniecić się w tak poważnej i smutnej sytuacji.  

Poczułem, jak jego ręka wsuwa mi się pod koszulkę i podsuwa ją do brody. Gdziekolwiek jego palce mnie dotknęły, tam czułem ciepło i przyjemne mrowienie. Nie chciałem pozostać mu dłużny, tak naprawdę to pragnąłem poczuć jego skórę na swojej skórze, wrócić choć na chwilę do normalności i do tego, co kiedyś działo się pomiędzy nami. Tak, byłem podniecony i tak, gdyby tylko dał mi znak, to chciałbym uprawiać z nim seks, dopóki oboje nie padlibyśmy ze zmęczenia, ale nie chciałem naciskać. Nie był to dobry moment.

Moja dłoń powędrowała pod jego koszulkę, by przypomnieć sobie szlaki, które kiedyś wyznaczała na jego skórze. Kółko wokół kości biodrowej, potem w górę, wzdłuż talii, aż do żeber. Mały, twardy sutek, który aż prosił się, żeby go ścisnąć, a potem obojczyk, nad którym był jego czuły punkt. Wszystko było po staremu, oprócz jednego momentu, tuż pod żebrami, gdzie wyczułem małe wgłębienie. Wróciłem do niego palcami i wodziłem nimi dookoła, badając szorstką fakturę jego skóry. Chłopak znieruchomiał nagle, przerywając pocałunek.

- Zostaw, proszę... - Powiedział błagalnym tonem i podniósł się do siadu, obciągając koszulkę. 

Zrobiłem to samo, patrząc na niego podejrzliwie, czując się trochę tak, jakbym coś właśnie zepsuł. 

- Co to jest? - Zapytałem, próbując podnieść mu koszulkę, lecz ten stanowczo mi na to nie pozwalał.

- Nieważne, zostaw - odpowiedział. 

Jednym ruchem znalazłem się na jego kolanach i z lubością poczułem, że w jego bokserkach działy się te same rzeczy, co w moich. Odetchnąłem wręcz z ulgą. Pchnąłem go tak, by położył się na plecach i całowałem go z całych sił, próbując po raz kolejny dostać się pod jego koszulkę. Alex zajęty wplataniem dłoni w moje włosy, pozwolił mi na to, więc po chwili wpatrywałem się w okrągłą, jasnoróżową plamę, która wyglądała na świeżo wygojoną ranę.

- Od czego to? 

Chłopak w geście poddania się, rozłożył ręce po bokach i patrzył się w sufit, milcząc.

- Wygląda jak oparzenie - mruknąłem, zbliżając twarz do rany. 

- To zgacha od papierosa - powiedział beznamiętnie chłopak, patrząc już na mnie.

- Kto ci to zrobił?

- Sam sobie zrobiłem.

W głowie zapaliła mi się czerwona, nieprzyjemna lampka.

- Jak to: sam?

Alex znów w obronnym geście obciągnął koszulkę, zakrywając przede mną swoje ciało. 

- Nie zrozum mnie źle, ale po prostu... w jednym momencie miałem dosyć już tego, co działo się w mojej głowie i próbowałem sobie z tym poradzić - mruknął. - Proszę, nie oceniaj... Sam już wiem, że było to głupie.

W środku, gdzieś tam między żołądkiem a sercem poczułem ukłucie smutku i bólu, ale nie byłem w stanie sobie na razie z nim poradzić. Nie teraz.

- Nie zamierzam cię oceniać. Mam tylko nadzieję, że faktycznie uważasz to za głupie - powiedziałem, starając się, by mój głos nie zadrżał od emocji.

Alex uraczył mnie jednym z jego wspaniałych uśmiechów, który był zbyt nonszalancki i zbyt wesoły jak na temat wcześniejszej rozmowy. Widziałem, że chłopak nie chciał jej kontynuować, więc przestałem naciskać i uwierzyłem w jego uśmiech. W końcu nasz czas na dzisiaj dobiegał końca.

- I co... co będzie dalej? - Zapytałem z pewnością, że Alex zrozumie o co mi chodzi.

Chłopak usiadł koło mnie na łóżku i zamyślił się.

- Nie wiem. Staram się przekonać mamę, żebym wrócił do Hannigram po wakacjach i ostatnio nawet zrobiłem postępy - mruknął. - Pamiętasz tego psychologa, o którym ci opowiadałem?

Pokiwałem głową na znak, że kojarzę.

- Zdiagnozował u mnie depresję chwilę przed tym, jak został oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich i trafił przed sąd. Mama oczywiście przejęła się tą drugą sprawą bardziej niż stanem psychicznym własnego syna, ale w końcu coś obudziło się w Rogerze i bardzo lubię to coś, bo ma swój mózg i potrafi postawić się swojej żonie.

Kolejna porcja informacji przyprawiła mnie o ból w tym samym miejscu co poprzednio i po raz kolejny zdusiłem go w sobie, wiedząc, że to nie czas i miejsce na poruszanie tych tematów, bo czas nieubłaganie uciekał. 

- Roger chce, bym wrócił do Hannigram, bo uważa, że chodząc tam i no... będąc z tobą, byłem o wiele szczęśliwszy i chciałby, żebym znów taki był. Z kolei mama zaczęła się trochę wyłamywać ze swoich przekonań na temat gejów po rozmowie, którą przeprowadziliśmy we trójkę, kiedy dowiedzieliśmy się, o co oskarżono tamtego psychologa. Głównie z jego powodu się przeprowadziliśmy i w sumie to cieszę się z tego.

Promyk nadziei pojawił się w mojej głowie i sercu, rozbłyskując mocno. Była tylko jedna sprawa, na którą tak naprawdę było i miejsce i czas, bym teraz mógł ją poruszyć.

- Czy ten psycholog zrobił ci krzywdę? - Zapytałem.

Alex skrzywił się, a mnie przeszył strach.

- Niee, mi nic nie zrobił. Szczęście w nieszczęściu, nie byłem w kręgu jego zainteresowania - powiedział.

Pozwoliłem, by ulga ogarnęła moje ciało i znów przeszedłem w tryb słuchania.

- Mama cały czas powtarzała mi, że nie powinienem do ciebie wracać, skoro nawet nie próbowałeś się ze mną skontaktować, czy spotkać. Jakby wiesz, ona przeglądała mi telefon, Facebooka, wszystko, kontrolowała mnie na każdym kroku i jednocześnie zabraniała mi się do ciebie odzywać. Mówiła, że już dawno o mnie zapomniałeś i, kurwa, uwierzyłem w to, bo gadałem z Markiem, który powiedział mi, że zacząłeś spędzać dużo czasu z Louisem. 

- Ale... - Zacząłem, ale chłopak mi przerwał.

- Ale to nie ma teraz już żadnego znaczenia. Jesteś tu i wiem, że o mnie nie zapomniałeś. Mama nie miała racji i powinna się o tym dowiedzieć.

- Dowiedzieć? - Powtórzyłem po nim bezmyślnie.

Alex pokiwał głową na potwierdzenie swoich słów.

- Słuchaj, ja z nią rozmawiałem. Powiedziałem jej, że jestem gejem i że cię kocham i że tym razem zależy mi na tym związku tak bardzo, że dopóki ona nie zrozumie, że cokolwiek zrobi, to nic nie zmieni, to będę uciekał z domu, będę coraz głębiej wpadał w depresję aż zupełnie odechce mi się żyć. Mam wrażenie, że wtedy pękła, bo pierwszy raz od dawna widziałem w jej oczach łzy. Nie łudzę się, że mnie zaakceptowała, ale mam nadzieję, że jest chociaż w stanie przełknąć to, że jej syn nie jest idealny, ale chociaż jest szczęśliwy.

- Przecież... przecież to są same dobre wiadomości, Alex! - Prawie krzyknąłem z radości. - To znaczy, że jest szansa, że wszystko wróci do normy, że znowu będziemy razem w szkole i będziemy mogli być ze sobą bez strachu, że znów cię zabiorą...

Chłopak uśmiechnął się, mimo, że z jego oczu poleciały nieśmiałe dwie łzy.

- To prawda, ale proszę, nie nastawiaj się, że to wszystko jest takie łatwe. Ja też nie mogę w zupełności w to uwierzyć. Nie możemy, bo jak się nie uda, to... to nie wiem... będzie jeszcze gorzej.

Objąłem chłopaka ramieniem i przytuliłem go mocno. Moje usta odnalazły automatycznie jego własne, więc złączyliśmy się w słonym od łez pocałunku, który jednak był słodki i przyjemny.

- Co mam teraz zrobić? - Zapytałem gorączkowo, niesiony na skrzydłach nadziei. - Zrobię wszystko. Naprawdę wszystko!

Alex zaśmiał się i rozczochrał mi czule włosy. 

- Najpierw wymieńmy się Facebookami. Potem ty wracasz do domu, a ja rozmawiam z rodzicami. Kiedy coś będzie wiadomo, to dam ci znać. 

Pocałowałem go raz jeszcze, długo i namiętnie, by nacieszyć się nim choć trochę na zapas. Kiedy wyszedł z domu Michaela, znów poczułem się samotny, ale nadzieja, która urosła mi w sercu była tak duża, że poradziłem sobie szybko z tym uczuciem. 

- Jak poszło? - Rzucił Mich, wychodząc z salonu.

- Nie wiem, ale chyba dobrze - mruknąłem, klikając "akceptuj zaproszenie".

Tak, intuicja mnie nie zawiodła. Alexander Smith, ten z piłką koszykową na zdjęciu w tle faktycznie był moim Alexem.

***

Mama i Jerome stali na dworcu pod parasolem, a ja widziałem ich już z daleka z okna pociągu pomimo grubych strug deszczu płynących po szybie. Wracałem do nich już jako inny człowiek. Na pewno szczęśliwszy, na pewno weselszy i na pewno chcący żyć. Cóż za miła odmiana zarówno dla mnie, jak i dla nich. 

Zamiast zejść po schodkach jak normalny człowiek, jednym susem wyskoczyłem z pociągu, rozchlapując dookoła wodę z kałuży. Mama szybko podeszła do mnie, przytuliła mnie mocno, a później zaczęła na mnie krzyczeć, że ją zestresowałem, że się martwiła, a nie powinna, bo jest w ciąży, że co ja sobie w ogóle myślałem, robiąc taką nieodpowiedzialną rzecz. Widząc, że na to nie reaguję, zapytała w końcu, czy udało mi się spotkać z Alexem.

- Tak - powiedziałem ze szczęściem. - Mamo, jest nadzieja!

Teresa Phantomhive uśmiechnęła się tylko i wciągnęła mnie pod parasol. Podróż autem minęła nam w ciszy, ale czasami mój wzrok i wzrok mamy spotykały się w bocznym lusterku i wtedy szczerzyłem się do niej z radości. 

Gdy byliśmy już w domu, usiedliśmy we trójkę w dużym pokoju, a Jerome przyniósł resztki bezalkoholowego szampana i rozlał je do kieliszków. Opowiedziałem im, jak wpadłem na pomysł pojechania do Riverside i co mi się tam przytrafiło, oczywiście omijając fakt, że się tam upiłem, a później ze szczegółami (oprócz tych pikantnych i kontrowersyjnych) przytoczyłem moją rozmowę z Alexem. Mama uśmiechała się cały czas, gładząc się po brzuchu, a Jerome trzymał ją za drugą rękę. 

Za oknem szumiała ulewa, ale w salonie było ciepło i przytulnie. Tak samo było obecnie w moim sercu. 


Rozdział LII

1 komentarz:

 - Ja... - zacząłem, tak naprawdę nie wiedząc, co dalej powiedzieć. - Mich...

Chłopak zaplótł dłonie na piersi i patrzył na mnie twardo z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Nic nie mów, dobrze wiem, dlaczego tu jesteś - powiedział. 

Zamknąłem się i pod wpływem jego spojrzenia spuściłem wzrok na własne dłonie splecione na kolanach. Czekałem. Michael wyciągnął paczkę papierosów, wziął jednego i włożył do ust. Podpalił go i mocno się zaciągnął.

- Dla Alexa byłoby lepiej, gdybyś odpuścił - rzekł, wypuszczając dym z ust. - Daj sobie spokój.

Siedziałem tak, patrząc na niego z głupim wyrazem twarzy, bo sens jego słów docierał do mnie powoli, powolutku. Mój mózg nie chciał przyjąć tego do wiadomości, bronił się rękami i nogami przed przetworzeniem tych informacji, za wszelką cenę walcząc o zachowanie stabilności. Jednak w momencie, gdy wszystkie jego słowa pojawiły się w mojej głowie, a wraz z nimi ich sens, poczułem jak świat dookoła mnie zaczął się powoli kręcić. Oparłem się ramieniem o stół, by przejąć od niego choć trochę brakującej mi równowagi.

Michael obserwował mnie, co jakiś czas zaciągając się papierosem. Patrzył na mnie wyczekująco, tak jakby zależało mu na tym, bym coś powiedział. Ale ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć, nie wiedziałem czego on ode mnie oczekiwał. Miałem pustkę w głowie. Zebrałem się w końcu w garść i powiedziałem po prostu to, co pierwsze przyszło mi na język.

- Nie, nie potrafię. 

Chłopak uśmiechnął się pod nosem, kiwając głową. Nie mogłem odgadnąć jego reakcji, straciłem nagle jakiekolwiek zdolności oceniania tego, co działo się wokół mnie.

- Rozumiem - mruknął. - To czego byś ode mnie chciał?

- Gdzie jest Alex? 

- W domu.

- W jakim mieście?

- W Logsville.

Wyciągnąłem telefon i wpisałem nazwę miejscowości w GPSa. Aplikacja poinformowała mnie, że znajdowałem się właśnie niecałe 200km od Alexa. Moje serce zabiło nagle szybciej i mocniej.

- Jedziesz tam? Mógłbym się z tobą zabrać? - Zapytałem nerwowo z nadzieją.

Michael westchnął niecierpliwie.

- Nie, wyprowadziłem się i mieszkam tutaj, w Riverside. Zresztą - dodał. - Mówiłem ci, że to nie jest dobry pomysł...

I znowu się zdenerwowałem. Czy w końcu ktokolwiek będzie w stanie mi pomóc, a nie tylko mówić mi, co jest dobre, a co złe? Sam dobrze wiedziałem, co powinienem zrobić i chciałem dążyć do tego mimo przeszkód. 

- Słuchaj, ja go kocham - powiedziałem twardo. - I mam to gdzieś, co ty i ktokolwiek inny o tym myślicie. Nie umiem sobie odpuścić, nie chcę go odpuścić.

Michael zamiast zdziwić się, tak jak tego oczekiwałem, uśmiechnął się szeroko.

- Hej, takiej odpowiedzi właśnie oczekiwałem.

Teraz to ja byłem zdziwiony jego słowami, a chłopak kontynuował:

- Zapomnij o tym, co wcześniej powiedziałem, o wszystkim. Kłamałem. Chciałem sprawdzić, czy wymiękniesz i się poddasz. I nie zrobiłeś tego, brawo. - Michael rzucił palącego się papierosa na ziemię i zgniótł go butem. - Fakt, mam wynajęte mieszkanie w Riverside i nie mieszkam już z rodziną, ale dzieli nas tylko kilka ulic. Kupili sobie obrzydliwie pomarańczowy domek.

Chłonąłem jego słowa, pozwalając nadziei na wtargnięcie do mojej głowy. Alex był tak blisko, był w zasięgu moich możliwości pierwszy raz od tych kilku miesięcy. Czułem ekscytację, ale poczułem też strach. Co, jeśli się zmienił? Co, jeśli mu już na mnie nie zależało tak jak mi na nim? Co, jeśli...

Głos Michaela przerwał moje gorączkowe myśli.

- Możesz pojechać ze mną, jeśli chcesz. Robimy ze znajomymi aftera po koncercie u mnie w mieszkaniu. Mogę cię przenocować.

Od razu zgodziłem się, kiwając gorliwie głową. 

- Jak myślisz, uda mi się zobaczyć z Alexem? - Zapytałem naiwnie.

Otwierając drzwi biura, chłopak nie spojrzał na mnie, tylko powiedział:

- Nie wiem, to się okaże. 

Wstałem, chwyciłem plecak i ruszyłem za nim.

Nie wiedziałem, co mnie czekało, ale moja głowa była otwarta na cokolwiek, co miało się w najbliższym czasie wydarzyć.

***

Do mieszkania dostaliśmy się w 30 minut, jadąc na trzy samochody. Mi przypadło miejsce tuż obok spakowanych instrumentów muzycznych, więc siedziałem z tyłu ściśnięty między bębnami perkusji, a drzwiami auta. Kiedy byliśmy już na miejscu, wysiadłem i podążyłem za wesoło pogwizdującym Michaelem i tamtą dziewczyną, która pomogła mi przed barem. Wspiąłem się za nimi na czwarte piętro do trzypokojowego mieszkania ulokowanego na końcu korytarza. Nie chciało mi się rozglądać po pokojach, więc po prostu usiadłem w salonie i dopiero poczułem, jaki byłem zmęczony. Do tej pory moja głowa była tak zaabsorbowana wszystkim, co działo się dookoła, a teraz, gdy emocje opadły, kończyny zaczęły mi ciążyć, a oczy szczypały wściekle. 

Za nami do mieszkania weszło kolejnych pięć, albo sześć, możliwe, że siedem osób, wszyscy w nastroju do imprezowania. Dochodziła prawie trzecia w nocy i w normalny dzień pewnie dawno temu bym już spał (lub przewracał się w łóżku bezsennie z boku na bok), ale ten dzień był wyjątkowy. Tego dnia zrobiłem największy krok w stronę Alexa, jaki do tej pory udało mi się wykonać. 

Nagle przypomniała mi się rozmowa z mamą i poczułem lekkie wyrzuty sumienia. Czy bardzo się martwiła? Moje wytłumaczenie dlaczego ją okłamałem pewnie nie miało dla niej sensu, ale teraz już było za późno. Byłem tu, w Riverside, jedynie kilka ulic od domu Alexa, to się dla mnie obecnie najbardziej liczyło. Oczywiście planowałem zadzwonić do mamy o jakiejś normalniejszej godzinie i wytłumaczyć jej wszystko, ale na razie nie chciałem myśleć o szczegółach. 

- Drinka? - Zapytał Michael, siadając koło mnie na kanapie i wciskając mi do rąk szklankę z kolorową zawartością.

Chętnie przyjąłem jego prezent i wziąłem potężnego łyka.

- Dlaczego się przeprowadziliście? - Zagaiłem rozmowę, dopóki byliśmy sami w pokoju.

- Roger dostał propozycję pracy tutaj, w Riverside - odmruknął chłopak, upijając pół swojego drinka. - A ja miałem ich już dosyć i postanowiłem skorzystać z okazji, znaleźć pracę i wynająć mieszkanie.

- Jak to miałeś ich już dosyć? Przecież byłeś ich ulubionym synem... - Zapytałem zdziwiony.

Michael oparł się plecami o oparcie kanapy i westchnął.

- Ja naprawdę nie mam nic do gejów - odpowiedział, jakby nie na temat. - Alexa nadal nie lubię, ale szkoda mi go. Nabijałem się z niego i czerpałem satysfakcję, że Irene uważała mnie za super-heteroseksualny wzór idealnego syna, ale wcześniej jakby, no wiesz...

Wzruszyłem ramionami, pokazując mu, że nie wiem w jaki sposób chce dokończyć zdanie.

- Kiedy nasi rodzice się zeszli, to wiedziałem, że Alex jest gejem i wiedziałem, jakie podejście ma do tego Irene. Grałem w jej grę i wkurzałem go, bo... nie wiem dlaczego, serio. - Westchnął, obejmując dłońmi szklankę. -  Ale no wiesz... jak się okazało, że jesteście razem i cię poznałem i zobaczyłem, jacy jesteście, to zrozumiałem, że było to głupie. I zobaczyłem Alexa, to, jaki był z tobą szczęśliwy i pomyślałem sobie, cholera, że jakie to ma znaczenie kogo się kocha? 

Do pokoju weszły jakieś dwie osoby i usiadły pod oknem, odpalając papierosy. Słowa chłopaka zawisły w powietrzu. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem natomiast, że Michael będzie kontynuował swój wywód, więc czekałem cierpliwie, upijając co jakiś czas łyk ze szklanki. Metalowiec siedział zamyślony.

- Wcześniej miałem wrażenie, że geje żyją po to, by wiesz... no, rucha... to znaczy, uprawiać seks z kim popadnie, a nie po to, by wiązać się i kochać siebie nawzajem. Kurwa, nie wiem, nie pytaj mnie tylko dlaczego tak myślałem, bo nie umiem odpowiedzieć na te pytanie - zaśmiał się nerwowo i oparł łokcie o kolana, nadal w dłoniach trzymając drinka. - A potem zrozumiałem, że tak naprawdę to ja, heteroseksualny syn numer jeden, żyłem, ruchałem, imprezowałem, nie próbując się ustatkować. A na dodatek rodzina i wszyscy dookoła wiwatowali mi, nazywając moje postępowanie tym najwłaściwszym. Tylko dlatego, że jestem hetero. Wiesz o co mi chodzi?

Rozumiałem jego słowa i byłem mu wdzięczny za to, że się nimi ze mną podzielił. Dopiłem drinka do końca, czując, że teraz moja kolej na wypowiedź. 

- Wiem, co masz na myśli - potwierdziłem. - I szczerze, jest mi źle z tym, że to ciebie rodzice akceptują, a nie Alexa. Wkurza mnie to.

Michael zaśmiał się.

- Taaa, z perspektywy czasu widzę, że jest to niesprawiedliwe - powiedział i zadumał się. - Kurwa, słuchaj, ja wam chyba zazdroszczę, wiesz?

Uniosłem brwi w geście zdziwienia.

- Wiesz, jakby nie tego, że jesteście gejami i że wam ciężko, czy coś... Chciałbym po prostu, żeby ktoś tak o mnie walczył, jak ty walczysz o Alexa.

Spuściłem wzrok, zawstydzony.

- Przecież nic nie zrobiłem przez te wszystkie miesiące... - Mruknąłem, patrząc w podłogę. - Siedziałem bezczynnie, mając nadzieję, że ktokolwiek inny rozwiąże tę sprawę za mnie.

Michael poklepał mnie po plecach.

- Ale jesteś tu. I ile tu jechałeś?

- Dziesięć godzin.

Chłopak gwizdnął przeciągle.

- Widzisz, to się nazywa poświęcenie - powiedział wesoło. - A, no i sory, że cię nie zaakceptowałem do znajomych. Nie chciałem, żeby rodzice widzieli, że mam z tobą kontakt. Ale kurwa, wiesz co? Coś tak czułem, że kiedy tylko skończy się szkoła, to w jakiś sposób się spotkamy, dlatego nie byłem aż tak zaskoczony, kiedy zobaczyłem cię, jak kłóciłeś się z ochroniarzem. Poprosiłem Caro, żeby pomogła ci się dostać do środka, bo ja byłem już na scenie. 

Spojrzałem na niego, zaskoczony. 

- Mówisz o tej metalówie, co udawała, że jestem jej bratem?

- Tak, jest świetna. 

Jakby wiedząc, że o niej rozmawiamy, Caro nagle weszła do pokoju z resztą przybyłych ludzi i pomachała Michaelowi i mi z drugiej kanapy. 

- Teraz przez co najmniej godzinę będziemy odpowiadać na komentarze w social media i omawiać kolejny koncert, więc jeśli nie masz na to ochoty, bo zakładam że nie masz, bo nawet ja jej nie mam, to możesz pójść spać, pooglądać Netlixa w drugim pokoju, albo nie wiem, przejść się po okolicy. Daj mi swój numer, to dam ci znać, jak skończymy.

Wymieniliśmy się numerami i Michael puścił mi strzałkę. Postanowiłem, że pójdę na spacer, więc ubrałem z powrotem bluzę, wziąłem MP3 do kieszeni i wyszedłem, machając chłopakowi. Kiedy byłem już na dole klatki schodowej, dostałem od niego SMSa:

Mich: 27 Saint Jose st., pomarańczowy dom

Uśmiechnąłem się, czując wdzięczność i od razu wpisałem adres w GPSa, wychodząc w tę lipcową, ciepłą noc. 

***

Szedłem powoli, spacerem, czując przyjemne szumienie w głowie spowodowane alkoholem. Nie chciałem myśleć, co czeka mnie, gdy dojdę już do mojego celu, nie chciałem nic planować, chciałem działać spontanicznie. Była czwarta rano, w większości okien ziała ciemność, więc spodziewałem się, że w pomarańczowym domu nie będzie inaczej. Wiał przyjemny, ciepły wietrzyk, podeszwy moich adidasów skrzypiały przy każdym kroku, poza tym jedynymi dźwiękami były świerszcze wygrywające serenady w ogródkach. Wokół nie było widać żywego ducha. 

W końcu go zobaczyłem. Stał tam, na rogu ulicy, w pełnej, pomarańczowej okazałości. Oczywiście tak jak przewidywałem, wszystkie światła były zgaszone, ale nie czułem zawodu. Zaraz miało wstawać słońce, nowy dzień, który jeszcze bardziej przybliży mnie do Alexa. Usiadłem na krawężniku naprzeciw domu i obserwowałem jedno okno na piętrze, wyobrażając sobie, że to właśnie pokój Alexandra. Zastanawiałem się, o czym śni i jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobi po przebudzeniu. Oczami wyobraźni widziałem jego, teraz już bardzo wyraźną, zaspaną twarz, którą widywałem codziennie w internacie, gdy mieszkaliśmy razem. Nie czułem smutku. Czułem nadzieję i nostalgię.

O 4:30 dostałem SMSa od Michaela, więc zebrałem się i wróciłem do mieszkania, gdzie przez kolejne dwie godziny imprezowałem, tańczyłem, śmiałem się. Cały czas w głowie miałem to, że może w końcu zobaczę Alexa i to trzymało mnie w dobrym nastroju.

***

Koło południa obudził mnie mój rozdzwoniony telefon - oczywiście to mama próbowała się ze mną skontaktować. W pierwszym momencie nie wiedziałem gdzie jestem, ale kiedy zobaczyłem koło siebie śpiącego Michaela, wszystko mi się przypomniało. Zanim odebrałem telefon, zdążyłem jeszcze uświadomić sobie jak bardzo boli mnie głowa (kac!) i że w mojej buzi panowała totalna susza, taka, że język kleił mi się do podniebienia i wnętrza policzków.

- Halo? 

Podniosłem się do siadu, krzywiąc się przez szpile bólu wbijane w moją głowę. Na szafce nocnej zobaczyłem szklankę wody i niewiele myśląc, przywłaszczyłem ją sobie.

- Gabriel, gdzie jesteś? - Zapytała zmartwiona mama.

Postanowiłem, że nie będę już kłamał. No, może nie w tych najważniejszych sprawach.

- Jestem w Riverside, nocuję u brata Alexa.

W słuchawce zapadła na chwilę cisza.

- Okej... - mruknęła mama. - I co tam robisz?

Wychyliłem szklankę do dna i powoli wstałem z łóżka, kierując się do kuchni. Żołądek ścisnął mi się boleśnie z głodu.

- Dowiedziałem się, że Smithowie przeprowadzili się tutaj. Chcę się spotkać z Alexem.

Chwyciłem suchą bułkę leżącą w woreczku na stole i zacząłem ją powoli żuć. W mieszkaniu nie było słychać żadnych oznak życia. 

- Jesteś bezpieczny?

- Tak, mamo. Cały i zdrowy, bezpieczny, nie mam kłopotów. Jestem tu, bo Alex tu jest. Nie bój się, nie zrobię nic głupiego.

Mama westchnęła. 

- Słyszę, że chyba czujesz się trochę lepiej niż przed wyjazdem? - Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.

- Tak, w końcu czuję się normalnie - przyznałem.

I, proszę państwa, była to prawda. Miałem wrażenie, że moje emocje wróciły do dawnego porządku i znowu byłem w stanie przeżywać je w odpowiedni sposób. Czy było to chwilowe? Możliwe. Czym było to spowodowane? Najpewniej nadzieją, że zobaczę Alexa, tym, że był tak blisko. 

- Wiesz, ja nie mam nic przeciwko, żebyś zobaczył się z Alexem, tylko... Myślałeś co będzie po tym, jeśli, jeśli... no, gdyby coś nie poszło po twojej myśli? 

Zastanowiłem się chwilę. Fakt, nie miałem żadnych oczekiwań co do przyszłości, ale pozwoliłem nadziei wkraść mi się do głowy. Na co tak naprawdę liczyłem? Że "uwolnię" Alexa i znów będziemy razem? Że spotkam się z nim, żeby w odpowiedni sposób się pożegnać? Wiedziałem, że mama martwiła się po prostu o mnie i o mój stan. W tym momencie pojąłem, że tak naprawdę to i tak nie miałem nic do stracenia. Bez Alexa nic nie miało sensu, nawet emocje. Jeśli mimo moich działań, chłopak nie pojawi się znowu w moim życiu, pewnie nadal będzie ono tak samo chujowe jak do tej pory. 

A istnieje możliwość, że może być jeszcze gorzej? - Zapytałem sam siebie, ale możliwa odpowiedź lekko mnie przeraziła.

- Nie wiem, mamo. Robię to, co uważam za właściwe w tym momencie. I tak jak mówiłem, nie bój się, nie zrobię nic głupiego.

- Dobrze, ufam ci, synu. Zostań tyle, ile potrzebujesz żeby załatwić swoje sprawy i zgadzam się na to, ale pod jednym warunkiem.

- Jakim?

- Masz mieć włączony telefon, tak żebym miała z tobą kontakt i wiedziała, że żyjesz. 

Uśmiechnąłem się pod nosem.

- Nie ma sprawy. Tak będzie, dziękuję.

- Martwię się o ciebie, Gabriel - powiedziała ze smutkiem mama. - Pa, kocham cię.

- Ja ciebie też kocham, cześć.

Poczułem pustkę, o ile w ogóle pustkę da się poczuć. Nie mogłem zaprzeczyć, że mój stan przez ostatnie miesiące śmiało można było nazwać obniżeniem nastroju lub nawet depresją. Czy mogłem stoczyć się jeszcze głębiej w tę ciemną dziurę? Zdawałem sobie sprawę, że tak, jak najbardziej. Wiedziałem również, że mimo wszystko chcę zaryzykować, bo nic nie robienie i usilne próby zapomnienia Alexa również staczały mnie w ramiona depresji i beznadziei, jednak ta droga była wolniejsza. Teraz ryzykowałem, że skoczę w ciemność, jeśli nie osiągnę tego, co chciałem osiągnąć przyjeżdżając tutaj, do Riverside. Czy obchodziło mnie to? Nie, depresja stanowczo pozbawiła mnie trosk i zmartwień o samego siebie, czułem wręcz masochistyczną satysfakcję z tego, że zadawałem sobie ból psychiczny.  

***

Okazało się, że w mieszkaniu nie było nikogo oprócz mnie i śpiącego Michaela, więc poszedłem do salonu i przejrzałem małą kolekcję książek stojących na półce koło telewizora. Nic mnie nie zaciekawiło, więc wybrałem cokolwiek i rozsiadłem się na kanapie, czekając aż właściciel mieszkania powróci do żywych. Nie mogłem się jednak skupić na lekturze, więc ze zrezygnowaniem odłożyłem książkę i włączyłem telewizor, by bezmyślnie oglądać jakiś serial, w którym nawet nie wiedziałem o co chodzi.

Po jakimś czasie usłyszałem dźwięki dochodzące z sypialni, świadczące o tym, że Michael już wstał. Czekałem cierpliwie aż chłopak się ogarnie i znajdzie mnie w salonie, co wydarzyło się dopiero po jakichś 10 minutach.

- Cześć - powiedział, siadając ciężko koło mnie.

Jego głos był zachrypnięty, pewnie po wczorajszym koncercie i potężnej dawce alkoholu. Przywitałem się z nim, po raz pierwszy czując wstyd za to, że przyjechałem do niego i prosiłem o tyle przysług. Nagle poczułem chęć, by go przeprosić.

- Słuchaj, ja… Przepraszam, że tak nagle zwaliłem ci się na głowę - mruknąłem. - W sumie to nie pomyślałem nawet zanim...

- Przestań - uciął mi Michael. - Daj spokój. Nie zamierzam prowadzić tej rozmowy.

- Ale...

- Cicho! - Chłopak znowu mi przerwał. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to dzisiaj zobaczysz się z Alexem.

Jego słowa stanowczo sprawiły, że zamknąłem dziób. Spojrzałem na niego zaskoczony, podekscytowany i wystraszony zarazem.

- Jak... to?

- Tak to. Napisałem mu wiadomość, żeby przyszedł, bo mam coś dla niego. Na razie odpisał mi "Czemu ty nie możesz przyjść do domu?", więc chyba nadal nie lubi mnie na tyle, żeby po prostu przyjść - zaśmiał się.

Uśmiechnąłem się, bo oczami wyobraźni widziałem i słyszałem jak Alex wypowiada te słowa, robiąc przy tym jedną ze swoich zniecierpliwionych min. Nadal do mnie nie docierało, że Smith był tak blisko, na wyciągnięcie ręki.

- Napisz mu, że znalazłeś jego czerwoną bluzę i chcesz mu ją oddać - rzuciłem. - Zostawił mi tę bluzę kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, mam ją w plecaku.

Michael uśmiechnął się szeroko.

- Czekaj, czekaj, nosisz te bluzę cały czas ze sobą, czy co? - Zaśmiał się, pisząc coś na telefonie. - Przesłodkie.

Poczułem wstyd i nie byłem w stanie nic odpowiedzieć chłopakowi, więc po prostu poszedłem do pokoju, gdzie znajdował się mój plecak i wykopałem bluzę z jego dna. Wróciłem do salonu, gdzie Michael nadal wpatrywał się w ekran swojego telefonu. 

- Na razie nic nie odpisał - mruknął, jakby do siebie. - Napisałem mu, żeby był za 20 minut.

Dobrze, że chwilę wcześniej usiadłem, bo gdybym stał, to pewnie leżałbym już jak długi na dywanie. Zrobiło mi się gorąco, a moje serce zaczęło kołatać mi w piersi.

Alex Alex Alex Alex! - Dudniło mi w głowie. - Możliwe, że będzie tu za 20 minut. Tu! 

Michael wstał, przeciągając się i powiedział:

- Schowasz się w sypialni, żeby cię nie widział. Zrobimy mu niespodziankę.

Pokiwałem mu głową na znak zgody, bo z emocji nadal nie byłem w stanie sklecić nawet prostego zdania.

- Tymczasem, ja idę wziąć prysznic.

Chłopak zostawił mnie samego w salonie, siedzącego na kanapie. Miałem wrażenie, że moja głowa, tak odzwyczajona od tylu silnych emocji, zaraz eksploduje. Uśmiechałem się jak głupi ze szczęścia, jednocześnie bojąc się spotkania z Alexem. Myśli krążyły mi wokół wspomnień, zmartwień i wątpliwości. 

***

Dokładnie o 18:45 dzwonek od drzwi rozbrzmiał gwałtownie i wesoło, co było słychać równie mocno w sypialni, za której drzwiami stałem z bijącym sercem. Po chwili doszły do mnie kroki stawiane na panelach przedpokoju, jednak coś od razu zwróciło moją uwagę. Stukot nie pasował do adidasów, które zwykle nosił Alex, powiedziałbym, że były to raczej odgłosy damskich obcasów. Nie myliłem się.

- Cześć Michael - powiedziała Irene Smith. - Też mam do ciebie sprawę, więc stwierdziłam, że przyjdę z Alexem.

Moje serce zabiło jeszcze szybciej i pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to schowanie się. Szybko, starając się narobić jak najmniej hałasu, podszedłem do szafy i próbowałem ją cicho otworzyć. Wsunąłem się do środka i przykucnąłem na stercie ciuchów leżących na dnie, po czym zamknąłem za sobą drzwi. W duchu cieszyłem się, naprawdę byłem przeszczęśliwy, że Michael wpadł na głupi pomysł zrobienia Alexowi niespodzianki, bo gdyby nie ten fakt, właśnie patrzyłbym swoimi zaskoczonymi oczami w pewnie równie zaskoczone oczy Irene. 

Z wnętrza szafy nie słyszałem zupełnie nic, co działo się na przedpokoju, ale doszedł do mnie dźwięk otwieranych drzwi sypialni i trzy głosy brzmiące naprzemiennie. Z tej odległości, oddzielony jedynie cienkim drewnem mebla byłem w stanie rozróżnić poszczególne słowa.

- Co się stało, że nagle napisałeś do Alexa? - Zapytała Irene.

Michael westchnął głośno i przeciągle.

- W końcu to mój brat, co nie? - Rzucił niedbale.

Słyszałem, jak stukot obcasów zmierza wzdłuż szafy, w stronę drzwi, za którymi usilnie próbowałem oddychać jak najciszej. 

- Dziwne, że dopiero teraz, kiedy się wyprowadziłeś, nagle zainteresowałeś się bratem.

- Mamo, a czy to ważne? - Powiedział Alex, sprawiając, że na ciele wystąpiła mi gęsia skórka.

Jego głos, jego głęboki, miły głos, rozbrzmiewał mi w głowie, tak, że na chwilę zapomniałem gdzie byłem. Przypomniały mi się wszystkie poranki, gdy to ze mną jako z pierwszą osobą witał się i dzielił swoimi uczuciami i przemyśleniami. I gdy wieczorem żegnał się ze mną, mówiąc dobranoc. Gdy mówił "Kocham cię", całując i tuląc do siebie, jakby to były najważniejsze słowa, które kiedykolwiek wypowiadał.

- Nie, Al, nie chcę tylko, żeby Michael miał na ciebie zły wpływ - jej kroki, a także głos oddaliły się od drzwi szafy, ale nie pozwoliłem sobie na odetchnięcie z ulgą.

- Podobno to ja miałem na niego zły wpływ, więc skąd teraz te słowa? - Rzucił Alex bez emocji. 

- No właśnie, to on mnie zawsze gorszył, nie na odwrót - dodał Michael.

Irene westchnęła głęboko, chyba ze złością. W pokoju na chwilę zapanowała cisza. Nikt się nie odzywał, ani nie ruszał, za to ja walczyłem głęboko w sobie z chęcią kichnięcia, która nagle mnie opanowała. Oczy zaczęły mi łzawić, a z nosa pociekła mi wodnista wydzielina.

- Mam was obu serdecznie dosyć - podsumowała pani Smith, a jej kroki podążyły w stronę korytarza. - Róbcie co chcecie, ale Alex ma być w domu przed dwudziestą.

Kiedy reszta osób przeszła w stronę drzwi wyjściowych, w końcu pozwoliłem sobie na kichnięcie, ale starałem zdusić się je za wszelką cenę rękawem bluzy. I tak miałem wrażenie, że wydałem z siebie przeraźliwie głośny dźwięk i że zaraz Irene wróci się i otworzy z satysfakcją szafę. W milczeniu, wciąż zakrywając nos i usta ręką, czekałem przerażony na rozwój sytuacji. Po kilkunastu sekundach usłyszałem tylko trzask drzwi i miękkie kroki zmierzające przez korytarz do sypialni. Mimo wszystko bałem się na razie wyjść z ukrycia.

- Kurwa, mogłeś dać znać, że ona z tobą przyjdzie - rzucił Michael gniewnie. - Ja pierdole, było blisko...

- Blisko do czego? - Zapytał nieświadomie Alex poirytowanym głosem. - Myślisz, że chciałem, żeby ze mną szła? Spotkałem ją przed domem jak wychodziłem i już nie chciała mnie zostawić w spokoju. Zresztą, też bym na jej miejscu się zdziwił, gdybym usłyszał, że mnie zapraszasz. O co ci chodziło w ogóle z tą bluzą?

- Wiesz co, tak się cieszę, że to powiedziałeś i że w ogóle jesteś na mnie zły, bo kurwa za chwilę się przekonasz po co w ogóle cię tutaj ściągnąłem i będziesz mnie na kolanach całował po stopach.

- Co ty pier...

W tym momencie Michael otworzył jednym ruchem szafę, w której nadal się chowałem, zaskakując tym zarówno mnie, jak i Alexa. Niezgrabnie wypełzłem na zewnątrz, patrząc jak mój (?) chłopak siada ciężko na łóżku, rozdziawiając usta w wyrazie zdziwienia. Mich stał obok, zadowolony jakby zdobył złoty medal, z zaplecionymi na piersiach rękoma i patrzył to na mnie, to na swojego brata. Stanąłem na nogach, zamknąłem za sobą drzwi szafy i zapomniałem języka w gębie. Jedyne, co udało mi się wyjąkać, to głupie:

- Nie...spodzianka? - Brzmiało to jednak bardziej jak pytanie, które zawisło w pokoju między nami, oczekując na odpowiedź.