Rozdział XXIV

Po kolacji przenieśliśmy się do salonu i każdy dostał po czterech piwach. Do Nowego Roku zostały tylko cztery godziny, więc piliśmy powoli, raczej się delektując. Phil i Bill siedzieli na dywanie, a ja klapnąłem ze Smithem na kanapie. Mężczyźni rozprawiali na jakiś znany im tylko temat, dlatego też ja siedziałem w milczeniu, przyglądając się Sunlightowi, który obejmował blondyna ramieniem.

Czyli co, Will i Philip byli… gejami? Jeśli tak, to tłumaczyło fakt, dlaczego mieszkali razem. W końcu pocałunki i takie zachowanie bardzo wykraczało poza ramy przyjacielskiej relacji.

Odezwał się ten, który zabawiał się, fantazjując o Alexie  - przypomniał mi mój umysł.

Ale to był tylko raz, który o niczym nie świadczy – odpowiedziałem mu.

Czyżby?

Nie zwróciłem uwagi na te pytanie; nie chciałem o tym myśleć w tym miejscu i w tym czasie.

   - … się poznaliście, Gabe? – Doszła do mnie końcówka pytania zadanego przez Billa.

Spojrzałem na niego rozkojarzony i poprosiłem, by powtórzył.

   - Jak ty i Ollie się poznaliście?

Poczułem na sobie wzrok wszystkich osób znajdujących się w pokoju.

   - Przyłapałem go we wrześniu jak palił papierosy z kolegami – powiedziałem, a potem dodałem: - No i tak wyszło, że dostałem od nich łomot.

Bill zacmokał ze zdziwienia, ale kontynuował wywiad.

   - To jak udało wam się po czymś takim zaprzyjaźnić?

Zanim zdążyłem otworzyć usta, Smith wyprzedził mnie z odpowiedzią.

   - Tak wyszło.

   - No, ale musiał być jakiś powód – drążył mężczyzna.

Przyjrzałem się Alexowi; chłopak wyglądał tak, jakby nie miał ochoty rozmawiać na ten temat. Rzucił spojrzenie Philowi, na co chłopak zareagował, wstając.

   - Macie ochotę na karaoke? – Zapytał. – Ale jeśli myślicie, że pozwolę wam pierwszym zaśpiewać, to grubo się mylicie. Oto ja, mistrz wokalu, w wykonaniu bardzo życiowej piosenki z przesłaniem, a mianowicie „Gunther – Ding Dong Song”!

Bill jęknął głośno, padając na łopatki na dywan.

    - Proszę, tyko nie to!

* * *

Mimo obaw i sprzeciwu Sunlighta, karaoke nie było aż takie złe; każdy zaśpiewał po jednej piosence, nawet jeśli był totalnie upośledzony muzycznie. Phil bawił się świetnie i to właśnie przez niego nam również sprawiało to przyjemność, choć puszczał kilka razy pod rząd tę samą melodię. Alkohol spowodował, że wszelkie bariery między nami znikły – gadaliśmy na wszystkie tematy, a nawet jeśli milczałem, to nie powodowało to u mnie zakłopotania. Czułem się dobrze i nie mogłem już doczekać się fajerwerków, które miały rozbłysnąć na niebie równo z wybiciem północy. Przez całe życie przyglądałem się im z balkonu małego mieszkanka, popijając śladowe ilości szampana z pokrytego odciskami palców kieliszka. Za każdym razem byłem pod wrażeniem – w końcu takie pokazy miały miejsce tylko raz w roku i chyba na tym właśnie polegała ich nadzwyczajność. Moi rodzice jednak byli nie za bardzo wzruszeni – przez pierwsze dwie minuty oglądali fajerwerki z zaciekawieniem, a potem wracali znudzeni przed ekran telewizora, zostawiając mnie samego na balkonie. Nie rozumiałem ich, ale nie przeszkadzała mi samotność; mogłem wtedy wspiąć się na barierkę i poszerzyć swoje pole widzenia. Gdyby Teresa Phantomhive zobaczyłaby mnie, kiedy wychylałem się za balustradę umieszczoną ponad dwa metry nad ziemią, pewnie krzyknęłaby głośno i złapała się za głowę. Na szczęście telewizor pochłaniał całą jej uwagę, przez co spokojnie mogłem oglądać fajerwerki, aż ostatni sztuczny ogień wybuchł na ciemnym nieboskłonie. Nie przeszkadzało mi nawet zimno – piękny widok wynagradzał mi wszystkie niedogodności.

Tuż przed północą ubraliśmy się i z butelką szampana wyszliśmy przed blok, gdzie zebrał się już spory tłum; mieszkańcy osiedla przyszli by świętować we wspólnym gronie Nowy Rok. Bill witał się z sąsiadami, a Phil, trzymający go za rękę, uśmiechał się do wszystkich. Przez myśl przeszło mi, że mężczyźni najwyraźniej nie chowali się ze swoim związkiem (o ile rzeczywiście ze sobą byli, czego przecież jedynie się domyślałem…). To jednak nie zmieniało faktu, że sąsiedzi traktowali ich życzliwie i nie zauważyłem ani jednego niechętnego spojrzenia. Smith szedł obok i w pewnym momencie objął mnie ramieniem i schylił się, by szepnąć mi do ucha:

   - O czym tak myślisz?

No cóż, to chyba była dobra pora na poruszenie tego tematu.

   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? – Stanąłem i spojrzałem w jego oblicze.

Na twarz chłopaka wypłynął zaskoczony wyraz spowodowany moim pretensjonalnym tonem.

   - O czym?

   - No wiesz… - Nagle wypowiedzenie tych kilku słów stało się bardzo trudne. – O Philu i Billu…

Zaskoczenie zostało zastąpione uśmiechem, przez który szybciej zabiło mi serce.

   - Bo dla mnie to nic nadzwyczajnego, więc nie pomyślałem o tym, przepraszam – mruknął.

Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć, więc milczałem, patrząc w bok.

   - A co, dla ciebie to coś nienormalnego? – Zapytał ostrożnie.

   - Nie no, to nie tak… - wydukałem.

W tle rozbrzmiały głosy tłumu odliczającego ostatnie sekundy do Nowego Roku. Trzy… dwa… jeden! W momencie, gdy na niebie rozjaśniło się tysiąc fajerwerków, oświetlających ludzkie twarze, Alex pochylił się w moją stronę. Miałem wrażenie, że wszystko działo się w zwolnionym tempie, a szum tłumu przycichł, w tamtej chwili nic nieznaczący. Widziałem jak twarz koszykarza zbliża się do mojej, a jego brązowe oczy patrzą tylko na mnie, jakby nic poza moim obliczem nie istniało. Owionął mnie zapach piwa i choć mogłem się odsunąć, nie zrobiłem tego. Usta Smitha dotknęły nieśmiało moich własnych, składając na nich delikatny, jakby rozpoznawczy pocałunek. Jednocześnie jedna z dłoni chłopaka pogładziła mój policzek, przyprawiając mnie o dreszcze tym pełnym czułości gestem.

   - Szczęśliwego Nowego Roku – mruknął Alex, kiedy po chwili odsunął się ode mnie.

Nagle Bill pojawił się znikąd, trzymając w rękach kieliszki z szampanem.

   - Toast za kolejny rok! – Krzyknął, podając nam alkohol.

Potem mężczyzna nieświadomy tego, co chwilę wcześniej zaszło, pociągnął Alexa za sobą, a ja chyba miałem pójść za nimi, lecz stałem nadal w tym samym miejscu. Zostałem sam ze swoimi myślami, a pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było podniesienie dłoni do ust. Dotknąłem opuszką palca swoich warg, dokładnie tam, gdzie zaledwie dwie minuty temu dotykały ich usta Smitha.

On mnie pocałował  - pomyślałem głupio.

Nic innego, oprócz pewnej rzeczy nie przyszło mi więcej do głowy.

A co, jeśli jest to kolejny żart Wielkich Ważniaków?

Odepchnąłem od siebie te nieprzyjemna myśl, przez która nagle zrobiło mi się przykro. Wtedy ktoś nadepnął mi na nogę, ściągając mnie na ziemię; wciąż stałem przecież w środku tłumu, lecz już w Nowym Roku.

   - Gabe, tu jesteś! – Krzyknął Phil, dopadając mnie i zamykając w uścisku.

Chłopak miał iskierki w oczach, zmierzwione włosy i zarumienione od mrozu poliki. Pachniało od niego piwem i szampanem, ale wyglądał jakby w ogóle nie pił alkoholu.

   - Bill i Ollie poszli do sklepu po kolejne piwa – wyjaśnił mi Lewison, przekrzykując tłum. – A my zaraz wracamy i przygotowujemy seans. Zgadnij jaki film wybrał Alex!

   - Nie wiem – odkrzyknąłem ponad szumem tłumu.

   - „Miasteczko Salem”!

Słysząc to, zrobiło mi się ciepło na sercu; czyżby Smith specjalnie wybrał film na podstawie książki Stephena Kinga, żeby zrobić mi przyjemność? Jeśli tak, to, cholera, zależało mu na moim szczęściu, czy to był tylko kolejny punkt w planie Wielkich Ważniaków?

* * *

Bez Billa i Alexa mieszkanie było dość ciche i smutne; Phil krzątał się po kuchni i pokoju, nosząc półmiski z przekąskami i zbierając puste puszki po piwie. Ja siedziałem na dywanie przy telewizorze i majstrowałem w odtwarzaczu DVD, próbując odpalić „Miasteczko Salem”, ale sprzęt odmawiał współpracy. Mężczyźni dość długo nie wracali, ale chwila odpoczynku dobrze mi zrobiła, bo nie wiedziałbym jak zachowywać się w towarzystwie Smitha.

Wlepiłem wzrok w panele i dopiero kiedy Phil podał mi kubek herbaty, zdałem sobie sprawę, z tego, że wciąż myślałem o Wielkich Ważniakach. Znów balem się, że Alex zachowywał się wobec mnie tak, jak się zachowywał, tylko dlatego, że była to cześć misternego planu wysnutego, by albo odegrać się na mnie, albo znowu wkraść się w łaski Nicka i Brandona. Nikt jakoś specjalnie nie chciał się ze mną zaprzyjaźnić od momentu rozpoczęcia się roku szkolnego, a tu nagle (były) lider drużyny koszykarskiej, czyli osoba, którą wszyscy znają, próbuje zbliżyć się do mnie w ten sposób. Jego gesty, trzymanie mnie za dłoń, jego słowa i… pocałunek. Czy to wszystko było tylko częścią jakiegoś okropnego żartu, który ostatecznie ma ośmieszyć mnie przed całą szkołą?

   - Dziękuję – powiedziałem z roztargnieniem.

Lewison usiadł koło mnie i uruchomił kilkoma ruchami film, nawet się przy tym nie trudząc. Potem spojrzał na mnie, a jego wzrok był poważny, lecz życzliwy. Myślałem, że chłopak zaraz zacznie rozmowę, ale ten milczał, popijając herbatę z własnego kubka. Poczułem nieodparty przymus zapytania go o pewne sprawy, ale nie wiedziałem, czy mi wypadało, lub czy go nie obrażę.

   - Hej, Phil, powiedz mi… - zagaiłem niepewnie. – Czy ty i Bill…

Nie potrafiłem dokończyć pytania, bo poczułem jak pod bacznym spojrzeniem Lewisona oblewa mnie rumieniec. Chłopak uśmiechnął się, wcale niezakłopotany, ani zły, więc odetchnąłem z ulgą.

   - Jesteśmy ze sobą od ponad pięciu lat, jeśli o to ci chodzi – powiedział spokojnie.

Czy byłem zaskoczony, że moje podejrzenia okazały się prawdziwe? Może trochę. Bardziej czułem podziw, że ich związek trwa już tak długo i wcale nie wyglądają na znudzonych sobą. Była jednak nadal jeszcze jedna rzecz, która mnie nurtowała.

   - A jak… jak dowiedziałeś się, że jesteś… no wiesz…

   - Że jestem gejem? – Zapytał głośno chłopak, z pewną dozą dumy. – W sumie to nie było tak, że jednego dnia uważałem siebie za heteroseksualnego, a następnego dnia, bum, lubię chłopców. To po prostu przyszło naturalnie, choć na początku nie potrafiłem tego zaakceptować. Myślałem wtedy, że los wyjątkowo mnie skrzywdził, bo nie dość, że moi rodzice zginęli kiedy byłem mały, potem trafiłem do domu dziecka, to do tego na koniec okazało się, że jestem „inny”. – Tu zrobił krótką przerwę, wzdychając.

Zrobiło mi się głupio, że przez jedno małe pytanie Phil musiał wywlec na zewnątrz jelita swojego życiorysu.

   - Przykro mi z powodu twoich rodziców – walnąłem oklepaną formułkę.

Lewison spojrzał na mnie, uśmiechnięty.

   - Nie ma co. Ale powiem ci jedno: wszystko ma swoją przyczynę. Gdybym nie trafił do The Wooden Children’s Home, nie poznałbym Billa i najprawdopodobniej nie byłbym teraz taki szczęśliwy.

Rzeczywiście, Phil sprawiał wrażenie człowieka, ba, on był takim człowiekiem, który roztaczał wokół siebie aurę radości i optymizmu. Potrafił zarazić uśmiechem nawet przygnębionego mruka, co zresztą zademonstrował również na mnie. Czy mi kiedyś dane będzie osiągnięcie takiego stanu ducha?

   - Uwierz mi, bardzo często ludzie wmawiają sobie pewne rzeczy, bo nie mogą zaakceptować rzeczywistości. To działa, ale po pewnym czasie iluzja traci na sile i wszystkie problemy wychodzą na światło dzienne. Czy nie lepiej jest stawić im czoła na samym początku i pogodzić się z czymś, czego nie da się już zmienić?

Choć jego twarz nadal jaśniała uśmiechem, słowa, które wypowiadał były bardzo poważne. Sposób, w jaki chłopak się wysławiał był dla mnie oznaką jednego – tego, że Phil przeszedł bardzo dużo w życiu, pomimo jego młodego wieku.

   - Masz rację – mruknąłem.

Wtedy usłyszałem szczęk wsuwanego do zamka klucza i wiedziałem już, że Bill i Alex wrócili. Lewison rzucił mi zawadiacki uśmiech, wstając, a potem powiedział:

   - Pamiętaj: nie szukaj szczęścia daleko, bo ono znajduje się bliżej, niż ci się wydaje. – Po czym puścił mi oko i poleciał do drzwi, zostawiając mnie samego na dywanie.

Pociągnąłem łyka herbaty, specjalnie nie patrząc na nowo przybyłych, bo na razie nie wiedziałem co robić w towarzystwie Smitha. No ale cóż, coś trzeba było szybko wymyślić, bo na pewno nie udałoby mi się unikanie go przez cały wieczór. A nawet jeśli, to i tak czeka nas wspólna noc na kanapie.

* * *
Tym razem to Alex bardzo mnie zaskoczył – chłopak zachowywał się tak, jakbym był zaledwie powietrzem. No, może przesadziłem, bo kilka razy uraczył mnie słowem typu „dziękuję”, „smacznego”, czy „nie wiem”. Cała ta zmiana wywołała w mojej głowie dodatkowy mętlik, bo nie wiedziałem skąd się ona wzięła. Podczas pocałunku Smith wydawał się delikatny i czuły, a teraz był swoim kompletnym przeciwieństwem. Czy to też było częścią planu Wielkich Ważniaków, czy to mi zaczynało odbijać, że wszędzie doszukiwałem się konspiracji?

W czasie seansu Alex nie usiadł koło mnie, tylko w fotelu i nie spojrzał na mnie ani razu. Przez to kompletnie nie mogłem skupić się na filmie, bo mój wzrok uciekał uparcie z ekranu na sylwetkę niewzruszonego chłopaka. Było to trochę irytujące, bo dopiero co doszło miedzy nami do tego, co doszło, a tu nagle Smith nie zwracał na mnie ani krzty uwagi.

Chyba za dużo myślę  - doszedłem do wniosku.

Była jeszcze jedna sprawa. Od czasu, gdy Smith po raz pierwszy obdarzył mnie gestem, którego Phil i Bill by się nie powstydzili, zacząłem się nad czymś zastanawiać. Była to sprawa, która już w gimnazjum zmusiła mnie do stworzenia czarnej kurtyny, za którą ją schowałem, by więcej nie ujrzała światła dziennego. Od tamtej pory nie rozmyślałem o tym, ale rozmowa z Philem uświadomiła mi też pewną rzecz – że prędzej czy później i tak musiałbym stawić jej czoła. Tak się złożyło, że ciąg wydarzeń sylwestrowej nocy sprawił, że zamiast oglądać „Miasteczko Salem”, Gabriel Thomas Phantomhive siedział na kanapie i wspominał pierwszą klasę gimnazjum.

Moja szkoła oczywiście mieściła się w Glatton, moim rodzinnym miasteczku – zostałem do niej przydzielony według ulicy na której mieszkałem, razem z innymi dzieciakami z mojego osiedla. Nie chciałem tam iść, ale nie miałem wyboru, co pewnie każdego dnia nieświadomie przekazywałem swoją mową ciała, dlatego też zostałem klasowym popychadłem, bo przecież w każdej grupce musi być ktoś, z kogo można się bezkarnie naśmiewać.

Gawriłow – przypomniałem sobie znienawidzone od lat nazwisko. – Tony Gawriłow.

Był to chłopak, z którym się zakolegowałem, jeśli można to tak nazwać. Dołączył do naszej klasy w drugim tygodniu po rozpoczęciu roku szkolnego – w jego żyłach płynęła rosyjska krew, którą odziedziczył po ojcu, więc wszyscy obawiali się jego słowiańskiego temperamentu. W klasie stworzyły się już grupki znajomych, a że ja zostałem sam, spróbowałem nawiązać kontakt z Tonym. Tak wyszło, że zakolegowaliśmy się i był to mój pierwszy znajomy zdobyty w gimnazjum. Jednak charakter Tony’ego był zupełnie inny niż mój – ja raczej byłem grzeczny i cichy, a on lubił być w centrum uwagi i już po kilku dniach zdobył tytuł klasowego urwisa. Zaczepiał dziewczyny, był wulgarny i na długiej przerwie chodził za szkolę palić niedopałki, myśląc, że to wszystko buduje mu wspaniały image. Uzyskał raczej odwrotny efekt – większość osób unikała go, a on denerwował się, bo, jak sam to ujął „W Rosji traktowaliby mnie jak boga!”. No więc zostałem mu tylko ja, ale mną również się znudził, choć nadal wracaliśmy razem ze szkoły, bo Tony mieszkał w bloku obok.

Moje podejście do życia zmieniło się pewnego dnia pod koniec września (no tak, dość pechowy dla mnie miesiąc) – zatrzymaliśmy się pod jego klatką i chwilę staliśmy w milczeniu, a potem Tony zapytał, czy chcę go odwiedzić. Nie wahałem się nad odpowiedzią i ruszyłem za nim schodami w górę. Gawriłow mieszkał na trzecim piętrze, tuż za brązowymi drzwiami opatrzonymi numerem osiem. W jego mieszkaniu śmierdziało papierosami, a gdzieniegdzie leżały puste puszki po piwie, ale ogólnie panował w nim porządek. Gdy sciagalismy buty, z kuchni wychyliła się kobieta z papierosem zwisającym jej z kącika ust i talerzem w dłoni.

   - Cześć chłopcy, jak było w szkole?

Obaj odpowiedzieliśmy tym samym słowem, którym dzieciaki od zarania dziejów odpowiadały rodzicom na te pytanie: dobrze. Pani Gawriłow spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.

   - To ty jestem Gabriel, tak? Tony opowiadał mi o tobie.

Pokiwałem głową, a wtedy kolega pociągnął mnie w stronę swojego pokoju. Weszliśmy do środka, po czym Tony zamknął za sobą drzwi trochę zbyt brutalnie, bo szyba aż zatrzeszczała w obudowie.

   - Ale moja matka jest głupia – rzucił w przestrzeń, kładąc plecak na podłogę.
    - Wcale nie, jest bardzo miła – zaprzeczyłem, siadając na małej sofce.

Wtedy z kuchni dobiegł nas okrzyk pani Gawriłow, wzywającej do siebie Tony’ego. Chłopak spojrzał smętnie na drzwi pokoju.

   - Zajmij się czymś, zaraz wrócę.

Kiedy tylko Tony zniknął za drzwiami, zacząłem rozglądać się po pokoju – obejrzałem każdy z plakatów wiszących na ścianie, grzbiety książek z wypisanymi na nich tytułami w cyrylicy i kolekcję figurek stojących na regale. Nie wstałem i nie zacząłem grzebać w jego rzeczach (choć miałem na to wielką ochotę), ale nadal siedziałem na sofce, rozglądając się dookoła. Tony nadal nie wracał, więc starałem się dojrzeć coś przez przeszklone drzwi jego pokoju, ale nic nie zobaczyłem. Za to moją uwagę zwrócił kawałek papieru wystający z przerwy miedzy oparciem, a siedziskiem kanapy. Chwyciłem to coś i pociągnąłem w górę – okazało się, ze był to magazyn, ale nie taki, który chłopacy czasem przynosili do szkoły, mówiąc, że znaleźli go pod łóżkiem ojca. Na okładce nie było kobiety w skąpej bieliźnie, pozującej do zdjęcia, tylko mężczyzna napinający mięśnie przed obiektywem. Otworzyłem gazetę, a w środku było tylko jeszcze więcej tego typu zdjęć, a każde z nich wydawało się jeszcze bardziej intrygujące. Oczywiście wtedy drzwi pokoju otworzyly się, a Tony wszedł do srodka, niosąc nam herbate. Widzac mnie, spojrzał najpierw na magazyn, a potem szklanka wypadla mu z reki, by stłuc się w momencie zetkniecia z podloga. Panele zalaly się ciemnobrązowym plynem, w którym plywaly kawałki szkla, a Tony stal nadal jak wryty.

   - Co się stało, chłopcy? – Krzyknela pani Gawrilow w kuchni.

Chlopak nie odrywal od mnie wzroku.

   - Nic! – Odkrzyknal, po czym odezwal się do mnie. – Sluchaj mnie, pedale. Odloz ten magazyn tam gdzie był, a kiedy ja będę sprzatal szklo z podłogi, masz się ubrać i stad wynosic.

Jego glos pelen był wrogości, wiec niewiele myslalem, tylko wykonałem jego polecenie. Wcisnalem gazete miedzy oparcie a siedzisko sofy, po czym chwyciłem swój plecak, a w przedpokoju zalozylem buty. Nie trudziłem się nawet powiedzeniem pani Gawrilow „do widzenia”, za bardzo balem się otworzyć usta.

Tony nazwal mnie pedalem bo ogladalem jego magazyn – myslalem gorączkowo. – Co jesli rozpowie to wszystkim w szkole?

Wyszedlem z jego klatki z jednym słowem tłukącym się w głowie: „Pedał”.

Oczywiście następnego dnia bałem się pójść do szkoły i udawałem chorego, ale matka nieznosząca sprzeciwu wyrzuciła mnie z łóżka i kazała iść na lekcje. Zrobiłem to i przez cały dzień miałem wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie dziwnym wzrokiem, a za plecami słyszałem szepty i to jedno okropne słowo przemykające z ust do ust. Nie wiedziałem jednak, czy tylko to sobie wyobrażałem, czy była to rzeczywistość. Tony unikał mnie tego dnia, jak i przez wszystkie pozostałe, a było ich niewiele, bo został wyrzucony ze szkoły tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Chłopak „podlał” choinkę stojącą w holu własnymi szczynami, co zostało uwiecznione na kamerze, a czego dyrekcja nie mogła mu już odpuścić. Podobno wrócił do swojej Rosji, gdzie pewnie za taki czyn czekała na niego nagroda w postaci grona fanów. Nigdy jednak nie dowiedziałem się naprawdę, czy Gawriłow powiedział innym, że jestem pedałem i już nie miałem się tego dowiedzieć. Podejrzewałem jednak, że gdyby rozpuścił taką plotkę, uczniowie zrobiliby mi z życia jeszcze większe piekło, niż ja sam sobie zrobiłem przez zamartwianie się i smutek.

Od tamtej pory nie zaprzyjaźniłem się już z nikim więcej – zacząłem jeszcze bardziej się izolować, aż znalazłem świat książek, który kompletnie mnie wciągnął. Bohaterowie opowiadań przecież nie oceniali mnie, nie zawodzili, ani nie krzywdzili. Rodzice nie interesowali się moją samotnością, więc coraz głębiej w nią popadałem. Jednak po pewnym czasie na jaw wyszło moje marzenie o byciu w przyszłości lekarzem, więc Peter i Teresa zmienili kompletnie swoje nastawienie do syna. Do tej pory pozostawiony sam sobie, zostałem nagle zmuszony do uczęszczania na wiele różnych, nieprzydatnych zajęć dodatkowych, które miały pomóc mi w osiągnięciu prawniczej kariery. Wtedy właśnie zacząłem myśleć o ucieczce, a jedyną możliwością była szkoła z internatem. Dlatego przyłożyłem się do nauki, ze stoicką cierpliwością znosząc gderanie rodziców. Przez cały ten czas odrzucałem od siebie wszystkich, którzy próbowali nawiązać ze mną kontakt, a z każdym dniem było ich coraz mniej. Nie interesowały mnie związki, rodzina, ani znajomi – skupiłem się mocno na jednym celu, bo było to coś, co obiecywało zmianę w moim dotychczasowym życiu. Ponadto od tamtej sytuacji z Gawriłowem opanowałem do perfekcji sztukę „Chowania Niewygodnych Spraw Za Czarną Kurtynę”, a słowo „pedał” przestało istnieć w moim słowniku. Sam Tony nie pojawił się w mojej głowie od pierwszej klasy gimnazjum, aż do tego Sylwestra.

Z krainy przemyśleń wróciłem na kanapę stojącą w salonie Billa i Phila. W rękach trzymałem puszkę z piwem, a na ekranie rozgrywała się jakaś krwawa scena. Wewnątrz byłem rozbity, a gardło zacisnęło mi się boleśnie; poczułem, że coś lepkiego zebrało mi się w kąciku ust, więc uniosłem rękę i wytarłem się. Spojrzałem na czerwone opuszki palców i ze zrezygnowaniem uświadomiłem sobie, że znów przygryzłem sobie wargę do krwi. Wstałem i przemknąłem obok siedzących na dywanie mężczyzn. Wtedy film mało mnie interesował, bo miałem ważniejsze sprawy na głowie.

   - Gabe, zrobić pauzę? – Usłyszałem szept Phila.

   - Nie, dzięki – odpowiedziałem, nawet się nie odwracając.

Poszedłem do kuchni i stanąłem przy oknie, opierając czoło o zimną szybę. Było mi trochę niedobrze, ale nie w brzuchu, tylko w głowie, więc oddychałem głęboko. Jak to możliwe, że tak przyjemny wieczór zmienił się w coś okropnego?

Nagle usłyszałem ciche kroki w ciemności za moimi plecami, więc odwróciłem się w stronę odgłosu, napotykając poważną twarz Smitha.

   - Coś się stało? – Zapytał, podchodząc bliżej. – Wybiegłeś z pokoju jak oparzony.

Z powrotem oparłem się o szybę, mając nadzieję, że chłopak sobie pójdzie.

   - Nie, wracaj na film. – Starałem się, by mój głos był obojętny.

Alex jednak nie dał za wygraną i zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Uparcie na niego nie patrzyłem, znów zagryzając wargę.

   - Przecież widzę… - Chłopak wyciągnął rękę i dotknął mojego ramienia, ale gwałtownie go odepchnąłem.

   - Zostaw mnie! – Syknąłem, kiedy brunet objął mnie mocno ramieniem, przyciskając do siebie.

Próbowałem się wyrwać, ale koszykarz był stanowczy – po chwili jednak dałem za wygraną i po prostu umilkłem, opierając się na nim bezsilnie. Zacisnąłem zęby tak mocno, że aż rozbolała mnie od tego szczęka. Nie płakałem, ale byłem temu bliski; ból samotności i odrzucenia, który tłumiłem w sobie od tak dawna, nagle opanował mnie jak duch przeszłości. Nie wiem ile czasu Smith trzymał mnie w ramionach, ale wydawało się, że była to wieczność.

   - Ja… Ja nie wiem co jest ze mną nie tak – wydusiłem z siebie.

Alex objął mnie mocniej, gładząc miarowo dłonią po głowie; emanował od niego harmonijny spokój.

   - Wszystko jest z tobą w jak najlepszym porządku – powiedział pewnie.

Pokręciłem głową ze zniecierpliwieniem.

   - Nie rozumiesz… Tony! To zaczęło się od niego!

   - Co się zaczęło?

   - Wszystko!

   - Masz rację, nie do końca rozumiem. – Smith poddał się.

Chłopak westchnął, roztrzepując mi włosy, kiedy wyprostowałem się i spojrzałem na niego.

   - Lepiej?

   - Chyba tak.

Rzeczywiście, czułem się lżejszy na duszy o ponad tonę – tak, jakbym przeszedł… katharsis. Nigdy bym nie podejrzewał, że Tony Gawriłow mógłby mi w czymś pomóc, niż tylko zaszkodzić. A pomógł mi bardzo. W końcu, po czterech latach, zaakceptowałem siebie takim jakim byłem. Czy byłem „pedałem”, tak jak to nazwał mnie Rosjanin? Chyba tak, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty.

Chłopak otarł mi łzy rękawem swojej bluzy, a ja po raz pierwszy spojrzałem na tę sytuację z zupełnie innej perspektywy. Jak wcześniej mogłem nie zauważyć ile troski chowało się w tym najzwyklejszym geście? Ile to razy Smith wspierał mnie i pomagał mi, a ja pozostawałem na to ślepy i obojętny? Niemożliwe, że mógł być to kolejny plan Wielkich Ważniaków, niemożliwe, że chłopak tak dobrze wszystko udawał.

   - Hej, mówiłeś, że już jest okej… - mruknął Alex, przyglądając mi się z zatroskaniem.

Spojrzałem mu w oczy, chcąc przekazać mu tym jak najwięcej wdzięczności i czułości. Uniosłem powoli dłoń do jego twarzy, na której wykwitło istne zaskoczenie, a potem pogładziłem go po oszronionym jednodniowym zarostem poliku, muskając opuszkami jego usta.

W tym momencie byłem wypełniony brawurą i spontanicznością; na szali kładłem wszystko, co udało mi się osiągnąć w tej szkole. Jeśli ze strony Alexa był to jedynie głupi żart, który miał ośmieszyć mnie przed innymi uczniami, proszę bardzo, droga wolna, nabijanie się z orientacji Phantomhive’a będzie wybornym pomysłem. Oczami wyobraźni widziałem już jak będą mi dokuczać na lekcjach i przerwach, jak w ustach tych wszystkich ludzi będzie wybrzmiewać słowo „pedał”, a ja po kilku dniach opuszczę szkole, nie mogąc tego wszystkiego wytrzymać i wrócę do Glatton, do domu. Z jednej strony chciałem tego, bo w moim rodzinnym miasteczku wszyscy znali mnie od urodzenia i przed nimi nie musiałem nikogo udawać. Tutaj, w snobistycznym Hannigram każdego dnia grałem swoja rolę, czym byłem już po prostu zmęczony – zdemaskowanie wręcz by mnie ucieszyło i dało motywację, by wrócić do domu.

Ale co będzie, jeśli okaże się, że nie ma żadnego planu? Że wszystko sobie wymyśliłem, bo od września przepełniała mnie paranoja? Że Alex naprawdę mnie lubi i niczego nie udaje? Nie wiem, co miało stać się w takim przypadku, ale wiedziałem już, że szala przechyliła się właśnie w tę stronę, w stronę niepewności, a nie w stronę ośmieszenia mnie. Mimo, że nie wiedziałem, co mnie czeka, zrobiłem to, co chciałem.

    - Gabe… - wyszeptał chłopak.

    - Cicho – uciszyłem go, składając lekki pocałunek na jego wargach.



13 komentarzy:

  1. Cieszę się, że w takim natłoku innych zajęć znalazłaś czas na dodanie nowego rozdziału. Bardzo fajnego rozdziału, bo wreszcie coś więcej pomiędzy chłopakami się stało, a na to niecierpliwie czekałam. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! : )

    I w ogóle, to fajnie, że się zakochałaś. Mam nadzieję, że ona odwzajemni (a może już odwzajemniła?) twoje uczucia. : )

    Pozdrawiam. : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej... podziwiam Cię, że w natłoku zajęć miałaś czas wstawić nowy rozdział na bloga. Bardzo się cieszę! I też gratuluję Ci, że się zakochałaś. To prawda, że miłość potrafi wiele zmienić.
    Co do rozdziału to był po prostu cudowny! Uwielbiam chłopaków. I w końcu doczekałam się ich pierwszego pocałunku i drugiego w sumie też :D
    Nie spodziewałam się, szczerze mówiąc, że ten one shot był dodatkiem do tej historii. Wyjaśnienie związku Phila i Billa ♡
    Kocham to opowiadanie. Naprawdę jest świetne. I z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały^^
    Pozdrawiam ♥

    Ps. Zapraszam: opowiadania-slash-desire.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. a więc ten ta parka z tego one shot to Phil i Bill! no tak!
    świetny rozdział :D w końcu się pocałowali *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne!!! W końcu pocałunek.. Nie, 2 pocałunki :3
    Piękny rozdział! Uwielbiam Cię po prostu Dziękuję, że znalazłaś czas by to napisać. No nic teraz trzeba czekać znowu tydzień :( życzę szczęścia z Ta dziewczyną :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mogłam nie skojarzyć, że Phill i Bill są parą z tego one shotu :c Głupia XD chyba muszę poćwiczyć nad kojarzenie faktów XDD
    Jezu, ja się normalnie zakochałam w tym opowiadaniu!!! C U D O! Chociaż może dałabys jedna notkę z perspektywy Alexa? Bo co by się nie działo, to i tak jeżeli o niego w opowiadaniu po części chodzi to go i tak mało w nim jest i strasznie ubolewam z tego powodu :( Mam nadzieję, że jakoś zrozumiale to napisałam XDD
    No i życzę szczęścia w miłości :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że nie tylko ja nie skojarzyłam parki z one-shota z Philem i Billem ._.
    A taka świetna historia :)
    Co do samego rozdziału - to TEN rozdział! Gdzie wszystko się wyjaśnia, gdzie następuję ten specyficzny przełom i w końcu pocałunek, na który się tyle czekało.
    Te Sylwestry, zawsze się musi coś wydarzyć! A tutaj zarówno nieprzyjemne jak i przyjemne rzeczy, bardzo fajny kontrast :)
    Pisz jak najwięcej, dziewczyna bo porywasz, naprawdę.
    A żeby było to możliwe, to życzę dużo weny, czasu i szczęście w tej okropnej, a zarazem cudownej miłości.
    Pozdrawiam,
    Viv

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej : )
    Informuję,że twój blog został nominowany do Liebster Award. ;D
    Więcej informacji tutaj:
    http://opowiadania-durarara-yaoi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam pytanie. Ile planujesz rozdziałów tego opowiadania? I czy będziesz jeszcze jakieś pisać gdy to się skończy? (Aż przeraża mnie ta wizja, że to kiedyś dobiegnie końca :( ale co zrobić) W sumie to 2 pytania XD No cóż xd nurtują mnie :D
    Czekam na rozdział i proszę odpowiedz jak znajdziesz czas :3
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Taj na wstępie muszę Cię zaskoczyć, że kompletnie nie wiem ile moje opowiadanie będzie miało rozdziałów. Jeśli chodzi o kwestie planowania i organizowania - to leżę i kwiczę. Na razie nie chcę wybiegać tak w przyszłość, bo nie wiem, czy Karma pozwoli mi skończyć pisać o Gabrielu, ale myślę, że jednak bez pisania czegoś innego czułabym się zbyt samotnie,także pewnie coś bym zaczęła skrobać.
      Mnie natomiast nurtuje pytanie, czy przy wyświetlaniu bloga tylko ja widzę takie szaro białe znaki, świadczące, że coś jest nie tak? Ostatnio system mi szaleje, więc nie wiem, czy to kwestia mnie, czy ogółu...

      Usuń
    2. U mnie też znaczki :c
      I z niecierpliwością czekam na inne twoje opowiadania :)

      Usuń
    3. Ja wchodzę z telefonu i u mnie wszystko normalnie :D
      I dziękuję za odpowiedź :3

      Usuń
  9. Witam,
    cudny rozdział, Alex pocałował Gabriela, był przy tym taki czuły, ale dlaczego później się tak zachowywał, ale jak widać bardzo troszczy się o niego, ciekawe jak teraz Alex zareaguje na ten pocałunek....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Dziekuję za komentarz :)